Dla początkujących w Linuksie i tych trochę zaaansowanych. Przemyślenia, wskazówki i porady... a czasem po prostu coś przyjemnego.
czwartek, 12 listopada 2009
Ubuntu 9.10 - witaj i... żegnaj?

Stan bieżący: mam zainstalowane Ubuntu 9.10. Poza rozkoszną nazwą ("Karmiczny Koala"), nie powala na kolana. Wręcz przeciwnie - wersję poprzednią (9.04) miałem zaledwie trzy dni, ale to wystarczyło mi do stwierdzenia, że działa na niej prawie wszystko, czego potrzebuję (miałem problem tylko z klawiszami funkcyjnymi laptopa i subwooferem... oraz niewielkie z hibernacją i wstrzymaniem). Po aktualizacji do 9.10 wyparowała mi obsługa urządzeń dołączanych przez USB (zdalny dysk, pendrive, telefon), hibernacja/wstrzymanie poprawiły się, ale nadal działają w sposób dla mnie niezrozumiały (komputer nie wyświetli mi ekranu logowania po powrocie ze stanu wstrzymania, dopóki nie ruszę myszką). Zastanawia mnie, czy to standardowa funkcjonalność systemu: widzę, że po uruchomieniu ze wstrzymania włącza się wygaszacz ekranu typu "czarny ekran" z blokowaniem pulpitu do czasu podania hasła - swoją drogą, ciekawy patent; po co robić nową funkcjonalność wychodzenia ze stanu wstrzymania, jeśli można wykorzystac istniejący wygaszacz?

Tak czy inaczej, Ubuntu 9.10 dostało u mnie sporego minusa. Nie chodzi nawet o to, że problemu nie da się obejść - bo da się to zrobić, wystarczy zwykły mount. Problem w tym, że:
1) Chcę, żeby mój system działał. Działał dobrze. Nie jestem geekiem, dla którego błąd to początek fascynującej przygody o nazwie "Naprawa systemu"; jestem zwykłym człowiekiem, który oczekuje, że działało będzie.
2) Obejścia sa dobre w trybie tymczasowym. Dla mnie. Dla drugiej osoby w moim domu - już niekoniecznie - gdybym chciał ją uczyć, czym jest montowanie urządzeń, od razu powiedziałaby mi, żebym zrobił format /home na NTFS i przelogował się na Vistę ;-)
3) Na świecie jest sporo dystrybucji. Po co mam się męczyć z Ubuntu (zwłaszcza, że widzę na forach, że po każdym wypuszczeniu nowej wersji pojawiają się błędy - i to duże, wagi utraty dźwięku w systemie), jeśli mogę wypróbować coś innego?
4) Niektórzy zarzucają firmie Canonical zajmującej się Ubuntu, działanie typu "działa czy nie działa, release być musi", wskutek której, jak złośliwi mówią, microsoftowej metody, u końcowego użytkownika ląduje niedotestowany i zabugowany system, na którego doszlifowanie nie starczyło czasu.
5) Na analizę błędu braku USB poświęciłem na razie czas równy 1RXP*, przy czym nadal go nie rozwiązałem. Na konfigurację systemu czas mogę znaleźć, na jego naprawianie - już nie bardzo.

Za jedno Ubuntu jestem wdzięczny: zetknąłem się z Gnome, które okazało się być bardzo przyjemnym w użyciu środowiskiem - przyjemniejszym od KDE.

W najbliższych dniach podejmę decyzję o wypróbowaniu innej dystrybucji: na razie waham się między Mandrivą a SUSE. Coś mnie ciągnie do Mandrivy - ale są to czysto subiektywne odczucia, niepoparte żadną wiedzą... dlatego też szukam rady na odpowiednich forach.

*1RXP - Jedna Reinstalacja Windows XP - ok 6 godzin. Tyle zwykle zajmowało mi, żeby: zainstalować XP i wyposażyć w oprogramowanie niezbędne do życia. Jednostka (prawdopodobnie) stworzona przeze mnie. :-)

11:43, hipek01
Link Dodaj komentarz »
Start

No to startujemy! Zobaczymy, jak długo będę w stanie pisać :)

11:13, hipek01
Link Dodaj komentarz »
1 , 2 , 3